wtorek, 15 stycznia 2013

Look After You

   Minął drugi dzień ferii. Miałam zupełnie inne plany, czyli: Zwlec się z łóżka około 11.30, ogarnąć się, zjeść coś na szybkiego i dopóki rodzice nie wrócą nastawić się na opierdaling przy dobrej muzyce. Zapowiadało się tak pięknie, dzień wytchnienia i rozkosznego lenistwa... i pewnie by tak było, gdyby mnie nie ściągali do szkoły, żebym zastąpiła jakąś laskę, która się rozchorowała. Wszystko byłoby ok, gdyby nie fakt, że postawiono mnie przed faktem dokonanym i kazano śpiewać. Ja nie umiem śpiewać, nienawidzę mojego głosu, więc dziwę się, że są ludzie, którym się podoba moje pianie.
  Jak wróciłam ze szkoły, pogrzebałam trochę w starych folderach i znalazłam idealną piosenkę na szkolny konkurs karaoke (w którym  kazano mi wziąć udział!), a mianowicie The Fray – Look After You (może kiedyś umieszczę tu mały filmik jak śpiewam, a raczej piszczę jak roztrojone skrzypce – zgroza).
  Wiecie co? Zaczęłam się zastanawiać, czy łzy są oznaką słabości. Ludzie płaczą z wielu powodów, niektórzy nieodwracalnie stracili ważną osobę, nie układa się im w domu, pracy czy w szkole, niektórych przygniótł ciężar życia i resztkami sił próbują łapać oddech. Są też ci drudzy, którzy płaczą ze szczęścia... i te łzy są chyba najpiękniejsze. Skoro zdaniem niektórych łzy to oznaka słabości i kruchości, to cieszę się, że jestem takim kruchym tworzywem, bo mimo tego, że czasem, kiedy nikt nie widzi zdarza mi się płakać, łzami udowadniam przed samą sobą, że mam w sobie coś z człowieka i coś mnie jeszcze rusza. Nie lubię płakać publicznie i tego nie robię. Zawsze unoszę się dumą i honorem, nawet wtedy kiedy chce mi się wyć i wszystko w środku rozdziera mnie na kawałki, ale kiedy jestem sama pośród czterech ścian mojego niewielkiego pokoju pękam. Chyba większość z was tak ma. Chociaż pod tym jednym względem się od was nie różnię.
 

poniedziałek, 14 stycznia 2013

I am what I am



  Ciężko jest mi przybliżyć wam moją osobę, ale chyba powinnam, to by było dobre na początek... więc teraz spróbujcie sobie wyobrazić niską, mierzącą około 1.60, nastolatkę, z długimi, brązowymi włosami, roześmianymi malinowymi ustami i zielonymi oczami. Chyba to właśnie oczy lubię w sobie najbardziej (jeśli w ogóle lubię w sobie coś jeszcze). Według mnie są moim największym atutem.. duże, zielone, tajemnicze, pełne blasku oczy.
  Mam dużo znajomych, lecz żadnego prawdziwego przyjaciela. W moim życiu przyjaciele są tak samo nierealni jak miłość. Pewnie myślicie, że jestem idiotką albo wariatką. Macie do tego prawo. Żyję w świecie do którego nie pasuję. Mam własne zasady, które ostatnio sama łamię w imię buntu. Kompletne dno zawodzić samą siebie. Wbrew pozorom jestem nieśmiała, zagubiona we własnych myślach, próbuję zrozumieć tę chorą materię z jakiej składa się świat. Uodporniłam się na przyjaźń, miłość i inne pierdoły. Jestem skomplikowana i ciężko za mną nadążyć. Cierpię z miłości, którą skrywam w sobie i nie jest mi z tym dobrze, ale lubię ten stan emocjonalny. Tak, wiem.. jestem dziwna.
  'Jeśli chcesz zobaczyć życie, nie patrz w moje oczy, one są martwe.' Przykre, ale realne. Ja jestem już praktycznie martwa od środka. Żyje jedynie moje ciało, a dusza krzyczy powoli kona krzycząc wrzaskiem przepełnionym od bolących marzeń. Serce bije, ale jego rytm jest nierówny. Nie umarłam, ale też nie żyję. Pełnia paradoksów. Kocham życie, poranki, wschody, zachody słońca, kocham uśmiechy szczęśliwych ludzi, kocham ten cholerny ból, którym sama nieświadomie się karmię. Więc co jest ze mną nie tak?